MAINSTREAM CULTURE DUBRAWSKI BLOG

(1962) Dr. No – Analiza

Dr. No jest pierwszym filmem o przygodach Jamesa Bonda autorstwa duetu Saltzman-Broccoli, twórców Eon Productions. Producenci od samego początku mieli duże problemy z jednoznacznym zdecydowaniem się na jasno określoną formę filmu. Na pozór podejmuje on specyficzną dla ówczesnego kina głównego nurtu konwencję upowszechnioną w poprzednich dekadach przez wytwórnię Warner Bros, która opierała się na maksymalnym uproszczeniu postaci. Z drugiej strony Dr. No jest jednak na swój sposób “niegrzeczny” i łamie pewne ówcześnie powszechnie przyjęte standardy.

Charakterystyczne dla produkcji warnerowskich było totalne ignorowanie złożoności procesów psychologicznych dokonujących się w głowach bohaterów. Zwykle bohaterowie piękni obdarzeni byli ponadprzeciętnymi inteligencją i dobrocią (typowa kalokagatia), podczas gdy szpetni oraz brzydcy stanowili głównych antagonistów.

Z konwencji tej czerpały również filmy o tajnym agencie służb MI6. Jeżeli nie jest Wam obca Casablanca (1942; produkcja Warner Bros), to pewnie kojarzycie także słynne Play it, Sam. Sam w filmie tym jest idealnym odzwierciedleniem stereotypu ówczesnego czarnoskórego muzyka, który istnieje tylko po to, żeby służyć głównym bohaterom. Oglądając Dr. No bez większych problemów zauważycie pewne podobieństwo pomiędzy nim, a Quarrelem, który pozornie wydaje się być wrogiem Bonda, ale szybko okazuje się być niezbyt inteligentnym, ale ślepo posłusznym pomocnikiem, który nie tylko nosi buty Jamesa, ale nawet ginie w imię królowej.

Fetch - przynieś.

Fetch – przynieś.

Generalnie wczesne produkcje z omawianej serii są kapitalną i być może największą w historii kina kopalnią stereotypów. Na przestrzeni lat filmy o Bondzie utwierdzały fałszywe wizje niemalże każdego aspektu ludzkiego życia. M.in. dlatego właśnie warto właśnie im poświęcić mój pierwszy blogowy cykl.

Z drugiej jednak strony producenci mieli już w czasie pracy nad filmem świadomość, że zarówno konwencja tego typu, jak i filmy szpiegowskie przestają swoją formą powoli zaspokajać potrzeby widowni. Istniał już choćby serial telewizyjny spy-fi The Avengers (pol. Rewolwer i melonik; ciekawostką jest, że troje głównych aktorów tego serialu grało później role u boku Bonda, zarówno Diana Rigg, jak i Patrick Macnee oraz Honor Blackman). Równocześnie z Dr. No (1962.10.04, czyli dzień przed premierą kinową) debiutował także The Saint, dla którego Roger Moore prawdopodobnie odrzucił rolę Bonda (według niektórych doniesień dopiero w wyniku późniejszego castingu otrzymał ją Sean Connery, choć sam Moore zaprzecza temu w swojej biografii).

Chevrolet Bel Air - pierwszy samochód, jakim Bond kiedykolwiek poruszał się w filmach.

Chevrolet Bel Air – pierwszy samochód, jakim Bond kiedykolwiek poruszał się w filmach.

Stąd we wczesnych wersjach scenariusza pojawiały się elementy skrajnie komiczne, kpiące z konwencji, jakby próbując od niej uciec pomimo pewnych uwarunkowań zewnętrznych. Przykładowo w jednej z nich tytułowy doktor Julius No miał być małpą. Zwroty tego typu okazały się jednak zbyt przewrotne zarówno dla producentów, jak i dla współpracującego z nimi Iana Fleminga, więc ostatecznie zaprezentowano rozwiązanie pośrednie, co spostrzegawczy widz zauważa z łatwością – po prostu czasem nie wiadomo, czy Dr. No miał być filmem akcji, czy wręcz przeciwnie, jego parodią, bo elementy komiczne zdają się być czasem umieszczone w niewłaściwych momentach.

Choć film kręcono w pośpiechu i przy stosunkowo niewielkim budżecie ($1 mln), a główną lokalizację siedziby doktora No reżyser musiał wybrać w niecałą godzinę, to niezdecydowanie i niedociągnięcia okazały się tworzyć oryginalną całość.

Profesor Dent. Ma podejrzliwy wzrok, szorstki głos, lekko się garbi oraz ma znaczące nazwisko (ang. dent - wyrwa, szczerba) - już na pierwszy rzut oka wiadomo, że będzie czarnym charakterem.

Profesor Dent. Ma podejrzliwy wzrok, zaciętą minę, szorstki głos, lekko się garbi oraz ma znaczące nazwisko (ang. dent – wyrwa, szczerba) – już na pierwszy rzut oka wiadomo, że będzie czarnym charakterem.

Aspekt komediowy miał jeszcze jeden cel. Pomagał obejść ówczesną cenzurę obyczajową. Filmy wydawane przed rewolucją obyczajową ‘68 były oceniane dużo ostrzej, gdy zawierały jawne aluzje do aspektów cielesnych. Dlatego niezbędne było nadanie im znacznego dystansu – by dać do zrozumienia, że rolę playboya, jaką pełni protagonista, można i należy traktować z przymrużeniem oka.

Film był też do granic możliwości brytyjski. Bond nawet krawca miał, jak sam przyznał w rozmowie Leiterem, ze słynnej londyńskiej ulicy Savile Row. Również jego akcent, pomimo że szkocki, pochodził z Wielkiej Brytanii. W kwestii językowej z resztą twórcy kładli duży nacisk na czystość słowa, m.in. podkładając głos Nikki van der Zyl zamiast oryginalnego głosu szwajcarskiej piękności Ursuli Andress, która niestety miała zbyt silny, niemiecki akcent. Praktyka ta była stosowana przez całe lata sześćdziesiąte i często dotyczyła nawet anglojęzycznych aktorów (nieraz można zauważyć lekki asynchron nawet przy wypowiedziach Seana Connery’ego), a wynikała w dużym stopniu z prozaicznych powodów – telewizja BBC prowadziła (i do dziś prowadzi) politykę utrzymywania wysokiego standardu językowego. By otrzymać jej dofinansowanie, należało przestrzegać tych zasad.

Jakie elementy tego filmu miały największy wpływ na kulturę masową? Przede wszystkim scena, w której James Bond po raz pierwszy przedstawia się w kasynie z papierosem w ustach (cygara wprowadził dopiero Roger Moore w Live and Let Die z 1974 roku) słowami „My name is Bond… James Bond”, a także główny temat muzyczny, który potem będzie powracać przez pięćdziesiąt lat. Jednak obydwa elementy nabrały rangi kulturowej dopiero z czasem. Słynne „Bond… James Bond” nie występuje ani razu w następnym filmie, From Russia with Love, gdyż hasło to nie było wtedy jeszcze specyficzne.

W Dr. No długa pauza po wypowiedzeniu nazwiska wynikała z tego, że Bond w trakcie przedstawiania się przypalał papierosa. Poza tym była ona odniesieniem do tego, jak przedstawiła się jego rozmówczyni ("Trench... Sylvia Trench"). Sylvia Trench według pierwotnych zamysłów miała być stałą dziewczyną Bonda. Dlatego pojawia się ponownie w następnym filmie, From Russia with Love (1963).

W Dr. No długa pauza po wypowiedzeniu nazwiska wynikała z tego, że Bond w trakcie przedstawiania się przypalał papierosa. Poza tym była ona odniesieniem do tego, jak przedstawiła się jego rozmówczyni (“Trench… Sylvia Trench”). Sylvia Trench według pierwotnych zamysłów miała być stałą dziewczyną Bonda. Dlatego pojawia się ponownie w następnym filmie, From Russia with Love (1963).

Ponadto Ursula Andress, która wyłania się w filmie z morza w dwuczęściowym stroju, stała się dzięki tej roli symbolem seksu lat sześćdziesiątych, ale także przyczyniła się do niebywałej popularyzacji bikini, które dopiero po premierze Dr. No zaczęły się rozchodzić jak ciepłe bułeczki. Ciężko jest tu przecenić rolę Bonda w promocji tej nowej formy ubioru.

Warto też podkreślić, że film rozpoczyna rzut na Boba Simmonsa widzianego z perspektywy wnętrza kalibrowanej lufy, co nagrane zostało specjalną kamerą otworkową. Simmons był kaskaderem zastępującym Seana Connery’ego na planie przy trudnych ujęciach i jego obecność wynika tu głównie z tego, że pierwotnie planowano, by postać w garniturze wykonywała fikuśny obrót przed oddaniem strzału w kierunku widza. Podczas kręcenia zamysł jednak zmieniono. Nie było czasu na dodatkowe ujęcia (cały film kręcono w pośpiechu), więc stworzony fragment wykorzystywany był aż do roku 1973, kiedy to przygotowano jego nową wersję z udziałem Rogera Moore’a.

O filmie i jego znaczeniu w historii kina można rozwodzić się bez końca. Dlatego też rozłożę nieco swoje spostrzeżenia na kolejne wpisy, w których też będę się odwoływał do doktora No, by na chwilę obecną zbytnio nie przedłużać. Póki co zatrzymuję się na tych kilku słowach wstępu, a do tematu powrócę już niedługo, w następnym wpisie, podejmując kolejny film z serii: From Russia with Love z 1963 roku.

 

Moja subiektywna ocena (uwzględniająca ówczesne realia i wpływ filmu): 4.5/5

 

Więcej ciekawostek o Dr. No można znaleźć w moim poprzednim wpisie – Klatka po Klatce. Tym, którzy nie śledzą fanpage’a MC Dubrawski Blog na Facebooku, polecam także mój wpis gościnny o product placemencie w filmach o przygodach Bonda na przykładzie Sony, do którego tam linkowałem. Oczywiście zachęcam także do obserwowania strony na Facebooku: https://www.facebook.com/DubrawskiBlog

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Post Navigation