MAINSTREAM CULTURE DUBRAWSKI BLOG

(1964) Goldfinger – Analiza

Goldfinger pod wieloma względami jest wyjątkowy. To nie tylko pierwszy film serii, który otrzymał Oscara, ale także pierwszy, w którym gadżety zaczęły odgrywać kluczową rolę. Ponadto pojawia się w nim mnóstwo elementów będących w przyszłości podstawowymi atrybutami agenta 007.

Dr. No (1962) był prekursorski – zarysował zręby postaci brytyjskiego szpiega, przyczynił się do kreacji specyficznego świata przedstawionego i wprowadził widza w klimat szpiegowskiej przygody.

Na kolejny etap wprowadził serię epizod następny – From Russia with Love (1963), którego największą zasługą było rozbudowanie charakteru Jamesa Bond. Po premierze tego filmu stało się jasne, że Connery wciela się w rolę dżentelmena z wielką estymą, który ma żelazne zasady i zrobi w imię ich przestrzegania wszystko. Jednocześnie jest playboyem, człowiekiem z poczuciem humoru oraz dystansem, przyciągającym kobiety ze zwierzęcym magnetyzmem (wszak cała fabuła filmu opiera się na odniesieniu do jego uroku osobistego, czyli na miłości, jaką darzy Bonda radziecka agentka, Tatiana Romanova).

Jednak dopiero Goldfinger konstytuuje tę postać ostatecznie. Po pierwsze dodane zostaje całe mnóstwo gadżetów, które pojawiają się od pierwszych sekund filmu (kamuflaż nurka, pistolet z harpunem, plastyczne materiały wybuchowe), a potem przewijają się na każdym kroku (Aston Martin z kosmicznym jak na tamte czasy wyposażeniem czy laser Goldfingera).

Po drugie: filmowi towarzyszy barokowy wręcz przepych. Scenograf Ken Adam wykonał tu wspaniałą robotę wplatając w każdą scenę aluzje czy odniesienia do grającego w filmie kluczową rolę złota. Goldfinger zawsze ma przy sobie lub na sobie coś żółtego, pomarańczowego czy po prostu mieniącego się złotem. Jego pracownice są blondynkami, jego azjatyccy słudzy na swoich błękitnych kostiumach mają żółte szarfy. Pełne złotych wykończeń są meble czy wnętrza pomieszczeń (przykładowo cały prywatny odrzutowiec Goldfingera jest wykończony na złoto).

Do tego Ken Adam Położył duży nacisk na wplatanie monumentalnych konstrukcji do filmu czy po prostu bogatych ozdób. Bond w hotelu dostaje posiłek na srebrnych tacach, a służbową rozmowę ze Smithersem i M odbywa w gigantycznej, marmurowej sali, gdzie piją brandy z kryształów oraz przypalają cygara podawane przez dystyngowanego lokaja.

Przepych, którego nie było w dwóch wcześniejszych częściach, staje się wraz Goldfingerem jednym z kluczowych elementów serii. To tu mamy początki tradycji jazdy najdroższymi samochodami i obracania się w najwyższych sferach finansowych.

Film wprawdzie nie może się pochwalić dobrymi efektami specjalnymi czy nawet dobrym montażem, ale niedociągnięcia na tym obszarze rekompensowane są świetnym dźwiękiem, za który Norman Wanstall dostał w 1965, jako pierwsza osoba powiązana z serią, nagrodę Akademii Filmowej. Wykonał świetną pracę, choć czasem odwoływał się do najprostszych metod – przykładowo do sceny zgniatania wozu Mr. Solo podłożył dźwięk zgniatanych puszek po piwie.

Jednym z najlepszych w historii jest także utwór tytułowy wykonywany  przez Shirley Bassey  (patrz: odnośnik na końcu wpisu). Tu także mamy innowację, która zmienia serię na lata – orkiestracje. Do nagrania utworu zaproszono 14 muzyków grających na instrumentach dętych, co daje niepowtarzalny efekt big-bandu i staje się elementem później bardzo często wykorzystywanym. Wystarczy porównać typowe utwory Adele z tym przygotowanym na potrzeby Skyfall (2012), by zrozumieć na czym polega różnica.

Ważnym elementem filmu jest też hazard, który tutaj służy przede wszystkim przedstawieniu postaci. Auric Goldfinger (jak i niemalże wszyscy późniejsi przeciwnicy Bonda), by wygrywać, musi uciekać się do podstępu. Oszustwo podczas gry w remika czy na polu golfowym (gdzie Oddjob podrzuca zagubioną piłeczkę) pokazuje jak bardzo jest zawzięty oraz uparty, gdy w grę wchodzą pieniądze. Nawet jeżeli te kwoty (w stosunku do jego nieprawdopodobnej fortuny) są niewielkie (sztabka warta 5 tysięcy funtów).

Widz od początku dzięki temu wie, że Goldfinger to zachłanny nikczemnik. Natomiast szlachetny Bond zawsze wygrywa bez wysiłku – szybko, łatwo i dużo. Do sprytu ucieka się tylko wtedy, gdy musi się bronić, a odwracanie kota ogonem pokazuje jego przebiegłość, inteligencję i bezczelność.

Twórcy serii często później odwołują się do motywu przedstawiania antagonistów jako podłych i podrzędnych poprzez ich stosunek do hazardu (Khan w Octopussy z 1983,  Zorin w A View to a Kill z 1985, czy Le Chiffre, który usiłuje otruć Bonda w Casino Royale z 2006; także wielu, wielu innych).

Pomimo że do sukcesu Goldfingera przyczyniły się także takie zabiegi marketingowe, jak przystosowanie filmu do rynku amerykańskiego (osadzenie akcji w USA czy strywializowane elementy zakończenia jak salutujący Bondowi żołnierze), to i tak stanowi on wybitną pozycję w historii kina dedykowanego odbiorcy masowemu.

Po Thunderball (1965) i w kolejnych filmach serii siła kreowania postaci oraz epatowanie nowymi pomysłami już wyraźnie osłabną, a twórcy staną przed nowym wyzwaniem – będą musieli podjąć działania, by zapobiec odpływowi znudzonej monotonnym stylem widowni. Jak rozwiążą ten problem? Odpowiedź w kolejnych wpisach.

Moja subiektywna ocena: 5/5

Tym, którzy Goldfingera nie widzieli lub nie pamiętają, polecam jak zwykle wpis  z serii Klatka po Klatce.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Post Navigation