MAINSTREAM CULTURE DUBRAWSKI BLOG

(1967) You Only Live Twice / Żyje się tylko dwa razy – Analiza

You Only Live Twice - James Bond 007 - Sean Connery as Japanese

You Only Live Twice to film, który powstał u szczytu popularności serii o przygodach agenta 007. Na jego premierę wybrała się nawet królowa Wielkiej Brytanii, Elżbieta II, co jeszcze nigdy w historii nie miało miejsca. Jednocześnie po raz pierwszy widz otrzymał dzieło, które budzi pewne wątpliwości w kwestii tego, w jaki sposób ogromna franczyza, jaką już wtedy była marka „James Bond”, będzie rozwijać się dalej – bardzo wyraźnie widać tu, że twórcom po prostu zaczęło brakować pomysłów.

Każdy zdaje sobie sprawę, że na przestrzeni poprzednich filmów, które na stałe przeszły do historii kina, został wyrobiony pewien stały model składający się ze stałych elementów. Przykładowo, jeżeli film składał się ze czterech szpul, to zwykle pod koniec drugiej musiała zginąć pierwsza partnerka Bonda – w You Only Live Twice jest to Aki (zasada ta była przestrzegana przez lata, nawet przy okazji „wskrzeszania” serii rolą Daniela Craiga – w Casino Royale z 2006 roku ginie w połowie filmu Solange Dimitrios).

Podobnych zasad, do których regularnie powracano, jest mnóstwo. Nawiązania do orientu, wplatanie w fabułę rzeczywistych sporów wielkich mocarstw czy przedstawianie Wielkiej Brytanii jako światowej potęgi – to tylko niektóre z nich. Wszak akcja filmu rozgrywa się w Japonii, a nawet po raz pierwszy w serii widz nie obejrzy ani jednej sceny kręconej w Anglii (zwykle było to chociaż przyjęcie przez Bonda zlecenia w londyńskiej siedzibie wywiadu), premiera miejsce miała w okresie szczytu wyścigu o podbój kosmosu (tzw. space race 66/67, czyli u schyłku amerykańskiego projektu Gemini), a w jednej ze scen otwarcia widzimy Wielką Brytanię jako mediatora między ZSRR a USA, co stawia ją na równi z tymi krajami (pomimo że już wtedy pozycja międzynarodowa imperium zaczynała znacznie słabnąć).

You Only Live Twice - James Bond 007 - United Kingdom as superpower

Problem polega na tym, że to wszystkie kluczowe motywy zaczynały się powtarzać i prawdziwy fan agenta 007 miał prawo na tym etapie zaczynać odczuwać pewne znużenie: cała konstrukcja filmu także była dość oczywista – najpierw pojawia się wyraźny, poważny problem, potem następuje rozpoznanie zadania, wyruszenie w teren, znalezienie sprzymierzeńców, poznanie wynalazków od Q, a na koniec zostają wspólny udział bohaterów w wielkiej bitwie finałowej oraz scena miłosna na otwartym morzu (do tej pory tylko w Goldfingerze z 1964 Connery obściskiwał Pussy Galore na wyspie).

Nie było zatem zaskoczeniem, że Connery jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć zaczął czuć znużenie postacią i zniechęcony przesadnym zainteresowaniem fanów zapowiedział publicznie, że chce skończyć z rolą. Obawiał się także zaszufladkowania, co również jest zrozumiałe. Ostatecznie jednak, gdy zaproponowano mu lepszy kontrakt, zgodził się na „ostatni” epizod (później powrócił jeszcze raz w Diamonds Are Forever z 1971, również kierowany motywami finansowymi).

W związku z tym w mediach zaczęto podsycać atmosferę niepokoju publikując informacje jakoby Bond miał ponieść śmierć w walce lub przejść operację plastyczną i spędzić anonimowo resztę życia na małej wyspie Oceanu Spokojnego, u boku miejscowej kobiety, porzucając życie tajnego agenta. Studio United Artists wyprodukowało nawet specjalny materiał telewizyjny, w którym zmartwiona Moneypenny usiłowała ustalić, która kobieta staje się szczęśliwą wybranką jej obiektu westchnień. Co ciekawe, Broccoli i Saltzman osobiście zajmowali się pracami marketingowymi związanymi z You Only Live Twice, choć wspierał ich także Donald Smolen (Marketing and Advertising Executive) współpracujący z UA od From Russia with Love (1963).

Zarówno Akiko Wakabayashi (Aki), jak i Mie Hama (Kissy Suzuki), pojawiły się rok wcześniej (1966) w japońskim filmie szpiegowskim What's Up, Tiger Lily? (Jak się masz, koteczku?), którego reżyserem był debiutujący wówczas Woody Allen. Allen był także aktorem w absurdalnej parodii serii o Bondzie, która wyszła w tym samym roku, co You Only Live Twice (1967), o tytule Casino Royale, gdzie grał antagonistę głównego bohatera.

Zarówno Akiko Wakabayashi (Aki), jak i Mie Hama (Kissy Suzuki), pojawiły się rok wcześniej (1966) w japońskim filmie szpiegowskim What’s Up, Tiger Lily? (Jak się masz, koteczku?), którego reżyserem był debiutujący wówczas Woody Allen. Allen był także aktorem w absurdalnej parodii serii o Bondzie, która wyszła w tym samym roku, co You Only Live Twice (1967), o tytule Casino Royale, gdzie grał antagonistę głównego bohatera. Na zdjęciu główni aktorzy filmu Allena, czyli Akiko Wakabayashi, Kumi Mizuno oraz Mie Hama otaczające Tatsuya Mihashi.

Jednocześnie zaproszono do współpracy nowego reżysera, Lewisa Gilberta, który stworzył później jeszcze dwa filmy serii (oprócz You Only Live Twice także The Spy Who Loved Me z 1977 oraz Moonrakera z 1979) nazywane również „epickimi” ze względu na jedną wspólną cechę – w każdym z tych trzech dzieł Bond ratuje ludzkość przed zagładą (dwukrotnie jest to wojna atomowa na dużą skalę, raz atak Ziemi bronią biologiczną; pewne podobieństwo do schematu widać także w Tomorrow Never Dies z 1997).

Ogromną sławę jako reżyser Gilbert zyskał już dużo wcześniej (filmy tworzył od końca lat czterdziestych), a nową funkcję uznawał bardziej za formę odpoczynku: jego zdaniem reżyserowanie filmów o Bondzie nie było żadnym wyzwaniem ze względu na bardzo ścisłe wytyczne producentów oraz z góry ustalone konwencje. W jednym z wywiadów przyznał, że gdy w okresie postprodukcji zauważono, że Henderson podaje Bondowi niewłaściwie przyrządzonego drinka (zmieszanego zamiast wstrząśniętego), to po prostu nie chciało mu się drugi raz nagrywać tej sceny.

Do tego wiele do życzenia pozostawia fabuła. Przede wszystkim trzeba zacząć od tego, że do wybitnych nie należała nawet sama powieść, na podstawie której powstał scenariusz. Ian Fleming nie znał zbytnio kultury japońskiej, a jego książka (swoją drogą ostatnia w dorobku pisarza) bardziej przypomina naiwny przewodnik turystyczny niż przewrotny kryminał. Jednym z ciekawszych błędów jest fakt, że siedzibę SPECTRE autor umieścił w zamku nad morzem, co jest zupełnym bezsensem – w Japonii przez setki lat nie budowano struktur obronnych na wybrzeżach ze względu na silne tajfuny; budowle tego typu najzwyczajniej zostawałyby dość szybko zniszczone przez liczne opady i wichury. Dlatego też scenarzysta Roald Dahl bazował bardziej na fabule filmu Dr. No (1962): motyw odkrywania tajemniczej wyspy kryjącej bazę wrogiej organizacji jest łudząco podobny.

Kissy na stoku wulkanu. Przyodziewanie aktorek w skąpe bikini (bez względu na powagę misji) również stało się elementem tradycji.

Kissy na stoku wulkanu. Przyodziewanie aktorek w skąpe bikini (bez względu na powagę misji) również stało się elementem tradycji.

W ekranizacji zamek zmieniono na wydrążony wulkan, którego koszt budowy wyniósł blisko milion dolarów. Budowę nadzorował Ken Adam, fan monumentalnych instalacji, a konstrukcja została wzniesiona w Pinewood Studios. Zużyto na jej potrzeby m.in. 700 ton stali oraz 200 ton tynku. Do tego zbudowano w pełni sprawne ruchome lądowisko oraz kolej jednoszynową. Była to wówczas największa instalacja filmowa na świecie. Po zakończeniu zdjęć została ona najzwyczajniej… wysadzona w powietrze.

Pierwotnie zupełnie inny był także scenariusz. Wczesna wersja po zmontowaniu miała ponad trzy godziny i stanowiła podobno dość nudny obraz przedstawiający zawiłości kultury japońskiej, koncentrujący się na walorach estetycznych (przykładowo scena ślubu była znacznie dłuższa, stanowiąc ważny element kompozycji). Producenci nie byli jednak zadowoleni z takiego efektu, więc powołano Petera Hunta (montował on cztery poprzednie filmy serii, a także w nagrodę za powrócenie do ekipy otrzymał możliwość reżyserowania w 1969 następnego filmu o 007 – On Her Majesty’s Secret Service). Hunt skrócił materiał do niecałych dwóch godzin, ale odbiło się to wyraźnie na spójności fabuły.

Widz po zakończonym seansie stawia sobie mnóstwo pytań: Dlaczego Bond przechodzi operację plastyczną, przyjmuje kulturę japońską, bierze ślub i przeprowadza się na małą wyspę tylko po to, żeby wykonać jednodniową akcję, która w dodatku dokonywana jest w ciemno, na podstawie bardzo wątłych poszlak? Nie mógł po prostu udać się nocą na wyspę łodzią? Efekty operacji i tak znikają w momencie wejścia do wulkanu. Jest także wiele błędów logicznych: skoro ninja nie mogli skorzystać z wejścia do jaskini wypełnionego trującym gazem, to dlaczego bez najmniejszych problemów mogli… nim uciec po wybuchu wulkanu? Podobnych błędów dotyczących ciągłości jest mnóstwo: wcześniej Bond i Kissy zaczynają wspinaczkę na szczyt wulkanu z rana, gdzie docierają dopiero wieczorem. Jednak gdy Kissy po chwili wyrusza po wsparcie, udaje jej się zejść oraz ponownie wejść do krateru przed północą, tego samego dnia. (Więcej można znaleźć we wpisie: You Onli Live Twice / Żyje się tylko dwa razy – Klatka po Klatce)

Słaba fabuła wprost idealnie nadawała się do parodiowania, co później wielokrotnie wykorzystywano. Ogólnie nie przyłożyli się ani scenarzysta, ani reżyser, ani główny aktor, a montażysta miał trudne zadanie i siłą rzeczy, skracając oryginał, zmuszony został do poszatkowania wątków, które nawet bez tego zabiegu nie należały do oryginalnych. Do tego dochodzi przesadzony oraz nieodpowiednio wykorzystany budżet, a Bond zaczyna bardziej przypominać Supermana działającego w kosmosie niż dżentelmena z klasą. Dobra jest natomiast ścieżka dźwiękowa, jedna z najlepszych w dorobku Barry’ego. Sukces odniósł również utwór tytułowy śpiewany przez Nancy Sinatrę. Całkiem interesujące zdjęcia wykonał współpracujący od lat z serią Freddie Young (Gilbert uważał go za najlepszego operatora na świecie i osobiście nalegał, by został on zatrudniony przy realizowaniu tej produkcji).

Plakat reklamujący parodię serii z 1967, Casino Royale. W produkcji udział wzięło mnóstwo aktorów oraz aktorek odkrywających role drugoplanowe w oryginalnych filmach o przygodach Jamesa Bonda.

Plakat reklamujący parodię serii z 1967, Casino Royale. W produkcji udział wzięło mnóstwo aktorów oraz aktorek odgrywających role drugoplanowe w oryginalnych filmach o przygodach Jamesa Bonda.

Podsumowując: You Only Live Twice to film nastawiony wyłącznie na zysk, efekciarski, a jednocześnie pozbawiony świeżości. Usprawiedliwieniem pewnym jest jednak moment premiery: w 1967 roku szczyt osiągnął rozwój ruchu hipisowskiego. Masowa fascynacja substancjami odurzającymi, życiem poza Ziemią czy generalnie science fiction wymagała także od dzieł mainstreamowych przejścia na nowe tory, co szczególnie widoczne jest w muzyce: nawet The Beatles w tym okresie zaczęli mocno eksperymentować, co zaowocowało powstaniem psychodelicznego filmu telewizyjnego Magical Mystery Tour (1967). Poddanie się modzie częściowo usprawiedliwia odejście od realizmu na rzecz uzyskania określonych efektów estetycznych także w Żyje się tylko dwa razy.

Tego typu zabieg podkreśla jednak także to, jak bardzo wrażliwi na współczesne trendy byli producenci serii – zawsze starali się dostosować do tego, co akurat popularne, choć pod naporem czasu efekt ostateczny nie zawsze był w stanie się bronić przed widzem, jak choćby w tym wypadku.

 

Moja subiektywna ocena: 3/5.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Post Navigation