MAINSTREAM CULTURE DUBRAWSKI BLOG

(1969) On Her Majesty’s Secret Service / W tajnej sluzbie Jej Królewskiej Mosci – Analiza

W historii kina było wiele pomyłek. To, jak wiele z nich popełniono przy usilnej próbie zachowania ciągłości serii tworząc W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości, zasługuje na szczególną uwagę. Po rezygnacji z Connery’ego z roli 007 po Żyje się tylko dwa razy (1967) przyszła pora na nowego aktora, a producenci chcieli, żeby nowy bohater nie różnił się od poprzedniego niczym. Co z tego wyszło?

Do roli wybrany został australijski model: George Lazenby. Po raz pierwszy producent Albert Broccoli zobaczył go w… reklamie batoników. Niedługo potem okazało się, że panowie strzygą się u tego samego, luksusowego fryzjera, gdzie mieli okazję się też zapoznać. Szybko stało się jasne, że Lazenby był wielkim fanem serii, układał włosy identycznie, co Connery, kupował garnitury u tego samego krawca, co Szkot, również nosił Rolexy itd. Broccoli, który chciał za wszelką cenę utrzymać ducha serii w niezmienionym klimacie, bez wahania się zaproponował, by Lazenby został nowym 007.


Reklama, która oczarowała Broccoliego.

Już sam fakt wyboru do roli modela bez doświadczenia filmowego niósł pewne zagrożenia, ale też odzwierciedlał pogląd na rolę z perspektywy Broccoliego i Saltzmana: uważali oni wówczas, że kanon brytyjskiego agenta został już w pełni ustanowiony przez Connery’ego. Ich zdaniem dalsze powodzenie serii zależało tylko i wyłącznie od tego, czy uda im się wbić nowego aktora w ten sam utarty model.

By jednak się zaasekurować, dodatkowo chcieli wprowadzić kilka elementów, które miały odwrócić uwagę od jego gry aktorskiej. Przede wszystkim… zredukowano liczbę dialogów, postawiono na fabułę oraz suspens. Widzimy więc tu silną inspirację twórczością Hitchcocka: długie sekwencje scen bez słów, gdzie rosnące napięcie podkreślane jest muzyką, jak choćby w sytuacji, gdy Bond włamuje się do biura Gumbolda i nie jest pewne, czy zdąży wykraść dokumenty przed jego powrotem.

Z tych powodów również reżyser Peter Hunt zarekomendował ekranizację właśnie tej noweli Fleminga, On Her Majesty’s Secret Service – jego zdaniem była to najlepsza powieść w dorobku autora. Zatem, by wzmocnić scenariusz, za zadanie przyjął sobie jak najwierniejsze jej odtworzenie na dużym ekranie. Stąd m.in. dość banalne motywy hipnozy czy Bonda w szkockim kilcie: te elementy po prostu zostały żywcem wyciągnięte z książki, gdzie faktycznie się znajdowały.

W zasadzie jedyną nieścisłością w ciągłości historii jest fakt, że w książce Blofeld spotykał Bonda po raz pierwszy, a w filmie – drugi (wcześniej w You Only Live Twice, 1967). Uznano jednak, że skoro Bond przebrany jest za Hilary’ego Braya, to Blofeld ma prawo go nie rozpoznać na pierwszy rzut oka, co jednak dla widza może się również wydawać naiwne.

Kolejnym elementem odciągającym od kreacji, jaką tworzył George Lazenby, było wprowadzenie silnej postaci kobiecej do poprowadzenia wątku miłosnego. Pierwotnie rolę Tracy miała grać Brigitte Bardot, światowa sława o reputacji sex bomby. Jednak, gdy okazało się, że jest zobowiązana innymi umowami, a co za tym idzie będzie zajęta w terminach kręcenia filmu, zdecydowano się na Dianę Rigg.

“W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości” posunięto także o krok dalej erotykę. Bond przegląda wydanie Playboya, gdzie znajdują się nagie piersi, a także pełną nagość widać przez chwilę, gdy jest w pokoju Ruby. Do tej pory żaden film o 007 nie miał elementów pornograficznych i wszystko było w sferze niedomówienia.

Diana już wówczas popularna była dzięki kultowemu serialowi The Avengers, w którym grała główną rolę w latach 1965-1968 (w Polsce do dziś puszcza się czasem archiwalne odcinki z jej udziałem pod nazwą Rewolwer i melonik). Posiadała ogromne doświadczenie i to do tego w produkcji science fiction o charakterze szpiegowskim, więc była w stanie przyćmić nieco swoją grą nowego Bonda (Lazenby nigdy wcześniej nie grał w filmie, ani nawet serialu).

Nieco bardziej rozbudowano także inne postaci. Przykładowo panna Moneypenny po raz pierwszy w filmowej serii pojawia się w scenie poza biurem, a także ma ona realny wpływ na rozwój fabuły zmieniając wpis w deklaracji Bonda, chociaż do tej pory była jedynie wiecznie podrywającą Bonda sekretarką M. Podobny zabieg zastosowano w wypadku Q, który wraz z zastąpieniem Moore’a Daltonem zaczął brać czynny udział w misjach bezpośrednio na polu walki.

Zastosowano także specyficzny dla serii sposób wprowadzania postaci. W From Russia with Love (1963) Bond pojawia się dopiero w siedemnastej minucie filmu, a Grant po raz pierwszy odezwał się w osiemdziesiątej. Tutaj Lazenby jest w pierwszych minutach milczący, a jego twarz została ukryta w mroku, jak z resztą też twarz Tracy w kasynie.

Ukrycie twarzy Bonda w pierwszych minutach filmu

Ukrycie twarzy Bonda w pierwszych minutach filmu.

Lazenby świetnie przedstawiał przemoc fizyczną, więc poznajemy go z jego najmocniejszej strony: w walce – po raz pierwszy możemy się przyjrzeć mu dopiero, gdy walczy z bandziorami chroniącymi Tracy. Podobno podczas castingu do roli tak bardzo się wczuł w wojownika, że przypadkiem złamał nos kaskaderowi Yuri Borienko, z którym symulował walkę.

Uwagę odbiorcy miał także absorbować przepych. Wizualnie produkcja jest świetna. Scenograf Syd Cain, wcześniej dyrektor artystyczny w Dr. No (1962) oraz scenograf w From Russia with Love (1963), postawił na pełne barokowego bogactwa wnętrza zdobione złotem (które swoją drogą zawsze odgrywało ważną rolę w kreacji wnętrz wczesnych epizodów seii), arrasowe obicia i tapety oraz luksusowe dodatki.

Wszystko to otoczone zostało najdroższymi szampanami oraz kawiorem (wspomniany w filmie gatunek kawioru zamawianego przez Bonda, royal beluga, może kosztować nawet 30 tys. zł za kilogram). W filmie umieścił także wiele „smaczków”, np. powiązując kwiaty z postacią Tracy: pojawiają się one nad łóżkiem, gdzie pierwszy raz spędza ona noc z Bondem, a także w jej pozostawionym szlafroku, na ślubie czy na aucie nowożeńców; kwiat w klapie ma także jej ojciec, Draco, gdy pierwszy raz sprowadza do siebie Bonda.

Bogata scenografia w On Her Majesty’s Secret Service.

Jak zatem ostatecznie spisał się Lazenby, młody aktor, choć z lekką diastemią (zauważyliście, że na zdjęciach prawie nigdy nie uśmiecha się otwartymi ustami?), przystojny do tego stopnia, że (jak wspominała w jednym z wywiadów Lois Maxwell, czyli Moneypenny), „dziewczyny leciały na niego jak konfetti”? (Tak, w latach sześćdziesiątych nie trzeba było mieć idealnych zębów, żeby być playboyem, z czego z resztą śmiano się także w serii Austin Powers.)

Czy koszule z żabotami, halsztuki i drogie garnitury odwróciły uwagę od braku doświadczenia aktorskiego? A jak nie one, to może Luis Armstrong zatrudniony do wykonywania głównego utworu promującego film (pt. We Have All the Time in the World)?

Ogólnie rzecz ujmując odpowiedź brzmi: tak, wszystko to spełniło swoją rolę. Jednak w rzeczywistości było to okupione ogromnym wysiłkiem. Zachowanie aktora było ściśle określone i na każdym kroku wymagano od niego naśladowania Connery’ego. Lazenby miał jednak własne ambicje i nie chciał tak łatwo dac się zaszufladkować, licząc na to, że rola Bonda jedynie wstępnie otworzy jego drzwi do międzynarodowej kariery filmowej. Owocowało to nieustannymi kłótniami. Cała ekipa w końcu miała go dość i zaczęto w końcu postrzegać nowy nabytek bardzo protekcjonalnie.

Pomimo to Salzman (drugi producent) zaproponował, by Lazenby podpisał kontrakt na bycie odtwórcą roli Bonda jeszcze przez 7 następnych filmów (przez 14 lat). Oferta opiewała na niebotyczną wówczas kwotę 28 milionów dolarów oraz dodatkowo 5 milionów dolarów za udział w 5 pobocznych, krótkich filmach promocyjnych. W przeliczeniu na dzisiejsze dolary byłoby to prawie 200 milionów dolarów (dla porównania: tyle wyniósł całkowity budżet filmu Skyfall).

Co zrobił Lazenby? Ofertę… odrzucił. Nie tylko z powodu wcześniejszych kłótni, ale także dlatego, że jego agent twierdził, iż za 5-10 lat filmy szpiegowskie będą niepopularne, seria o przygodach Bonda odejdzie w zapomnienie, a on sam pozostanie zaszufladkowany, bez szansy na inne role. Również nie podobały mu się zapisy w kontrakcie, które miały go siłą upodobnić do Connery’ego, także w życiu prywatnym (byłby zobowiązany jeździć prywatnie okresloną marką samochodów, mieć tę samą fryzurę, a nawet pokazywać się publicznie tylko z osobami zaakceptowanymi przez marketingowców wytówrni United Artists).

Czy Broccoli i Saltzman się poddali? Nie. Złożył jeszcze jedną ofertę. Zaproponował 1 milion funtów za udział w wyłącznie jednym, następnym filmie, Diamonds Are Forever. Lazenby chciał 2. Niestety, Sean Connery zgodził się wrócić do roli za 1.25 mln, czyli 23 miliony funtów w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze, ok. 0.12 mld zł. Dla porównania: Daniel Craig za pierwsze trzy filmy otrzymał w sumie zaledwie 17 milionów funtów (1.9 + 4.4 + 10.7), co oznacza, że kwotę tę przebije dopiero wcielając się w Bonda po raz czwarty.

Co musi z perspektywy czasu czuć Lazenby? Nigdy nie udało mu się już zagrać w żadnej większej produkcji, a jego kariera się złamała… więc pewnie, jak to podsumowano na jednym z portali „Apart from the regrets, he has no regrets”.

A Broccoli i Saltzman? Doszli do wniosku, że każdy kolejny Bond musi mieć swój własny charakter i styl, żeby odróżnić się od poprzedników, bo wbijanie kogoś w konwencję na siłę się nie sprawdza. Tłumaczy to szczególnie dobrze dokonane w przyszłości wybory do głównej roli Rogera Moore’a czy Daniela Craiga. Dla serii było to doświadczenie, które stało się nauczką dającą jej perspektywę wejścia na nowe tory.

Moja subiektywna ocena filmu: 3.5/5

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Post Navigation