MAINSTREAM CULTURE DUBRAWSKI BLOG

(2009) Inglourious Basterds / Bękarty wojny – Analiza

Inglourious Basterds - Quentin Tarantino - Brad Pitt as Aldo Raine

Pisząc o dwupoziomowej komunikacji w Django Unchained (2012) sugerowałem, że konstrukcja tego filmu jest niemalże identyczna, jak w wypadku Inglourious Basterds. Wiele osób pytało mnie, co mam na myśli, więc oto powstaje nowy wpis z przewrotną tezą: obydwa te filmy niewiele się od siebie różnią, a Tarantino sprytnie powtarza w Django sprawdzone chwyty. Na czym to polega?

By wytłumaczyć fenomen dwóch ostatnich produkcji Tarantino, warto zastanowić się chwilę nad sukcesem włosko-kolumbijskiego filmu o dwuznacznym tytule Cannibal Holocaust (tytuł polski: Nadzy i rozszarpani; 1980). Jego fabuła skupiona jest wokół grupy dokumentalistów – zaginęli oni w lasach Amazonii poszukując kanibali, o których chcieli stworzyć specjalny materiał. Jak okazuje się później, ekipa ta odnalazła ich, ale dopuściła się aktów okrucieństwa wobec miejscowych: gwałtów, ataków, podpaleń. Ci w odwecie pożarli przybyszy żywcem.

Nadzy i rozszarpani nie odnieśli wielkiego sukcesu komercyjnego (warto pamiętać także, że była to produkcja niskobudżetowa, stworzona za jedynie ok. 100 tysięcy dolarów), głównie ze względu na to, że to dość ciężka pozycja zdecydowanie wychodząca poza granice dobrego smaku, ale znaleźli wielu fanów, a Ci otoczyli dzieło specjalnym kultem, co zaowocowało rozkwitem całego gatunku nazwanego później kinem kanibalistycznym. Co przyczyniło się do sukcesu tego dzieła, którego twórcy znaleźli później całą rzeszę naśladowców?

Cannibal Holocaust wpisuje się w tradycję tzw. exploitation movie (ang. exploitation – wyzysk, eksploatacja), czyli zazwyczaj amatorskich filmów pokazujących skrajne okrucieństwo. W zdecydowanej większości twory tego typu nagrań są poniżej krytyki i przedstawiają po prostu coś, co ma wywołać obrzydzenie. Jednak Nadzy i rozszarpani stanowią pewien wyjątek. To produkcja mająca drugie dno: po zakończonym seansie można postawić sobie nietypowe pytanie – kto zachował się niemoralnie? Filmowcy bezkarnie palący wioski czy kanibale pożerający ich w akcie obrony?

Ważnym elementem plakatów reklamujących Django Unchained oraz Inglourious Basterds była krew. Pojawia się ona również bardzo często na plakatach filmów typu gore czy własnie exploitation.

Ważnym elementem plakatów reklamujących Django Unchained oraz Inglourious Basterds była krew. Pojawia się ona również bardzo często na plakatach promujących filmy typu gore czy własnie exploitation.

Na bardzo podobnym motywie bazuje Tarantino w Bękartach wojny. Tworzy on pseudo rekonstrukcję historyczną, gdzie ofiary – Żydzi – stają się oprawcami działającym z przesadnym okrucieństwem, a widz zastanawia się, kto w tym wszystkim jest bardziej podły.

Do tego w kwestii fabuły Inglourious Basterds łudząco przypomina Dobrą Nowinę. Świat przedstawiony zawiera uciskany lud, (Francuzi), który znajduje się pod obcym panowaniem (okupacja hitlerowskich Niemiec), a rządzony jest przez dbającego o swój wizerunek (niczym Piłat) prefekta, Hansa Landę. Sytuacja wygląda nieciekawie, ale na horyzoncie pojawia się wybawiciel (Aldo Raine) wraz z garstką swoich apostołów (amerykańscy Żydzi), który staje się wrogiem numer jeden w zagrożonej prowincji. Pojawiają się też motywy nadziei i wybawienia. Analogiczne role można znaleźć również w Django (choć oczywiście głównym odniesieniem jest tam prześladowanie Murzynów w stanach amerykańskiego pasa biblijnego).

Na głowie zostają postawione wszystkie wartości i nagle okazuje się, że nazista, sierżant Rachtman, staje się bohaterem, gdy ginie za ojczyznę, bo odmawia zdradzenia pozycji sprzymierzonych mu wojsk. Jego głowa zostaje za to roztrzaskana (zupełnie bezsensownie) kijem bejsbolowym, a widz może się złapać na tym, że „kibicuje” najbardziej bezwzględnym bohaterom, po cichu usprawiedliwiając ich działania.

Posiadający nienawistne spojrzenie Hogo Stiglitz to jedna z postaci, które zostały umieszczone w scenariuszu tylko i wyłącznie po to, by uczynić film jeszcze bardziej brutalnym.

Posiadający nienawistne spojrzenie Hogo Stiglitz to jedna z postaci, które zostały umieszczone w scenariuszu tylko i wyłącznie po to, by uczynić film jeszcze bardziej brutalnym. Formami znęcania się są też przykładowo scena w domu rodziny LePedite (Landa od samego początku wie, że przyjechał, by dokonać egzekucji) czy zabawa w dopasowywanie buta Bridget von Hammersmark (natychmiastowe jej uduszenie również przecież było niepotrzebne). Znęcają się także alianci: Aldo wcześniej wciska palcem kulę jeszcze głębiej w nogę Bridget, gdy chce zmusić ją do mówienia.

Tym, co Tarantino potrafi robić w sposób genialny, jest dobieranie aktorów odpowiednich do określonych ról. Christoph Waltz przykładowo może na pierwszy rzut oka wydawać się średnio atrakcyjny ze względu na bardzo mocno wystającą dolną szczękę. Jednak grając wciąż uśmiechniętego, znającego wiele języków, elokwentnego mordercę, świetnie się prezentuje, a owa wysunięta broda uroczo dodaje mu w wyrazie wyjątkowej bezczelności. Równie urokliwy jest Brad Pitt stanowiący jego przeciwieństwo: prosty, niezbyt obyty cwaniak, który posługuje się wiejskim akcentem amerykańskim oraz przeuroczym włoskim. Również jego „bękarty” nie potrafiąc zbytnio się wysłowić, poczciwie obcinają w milczeniu skalpy. Podobnie jak w Django Unchained widać, iż „dobrzy” bohaterowie używają języka prostego, a „Ci wyrachowani” – światowego. Świetna gra aktorów (nawet trzecioplanowych) doskonale oddaje te drobne różnice, choć być może nieco brakuje tu wyrazistszej roli kobiecej rodem z Pulp Fiction (1994).

Również w Bękartach wojny po raz pierwszy pojawił się motyw teatru w teatrze: Tarantino puszcza oko do widza, opowiadając o trudnym procesie tworzenia – wszak głównym wątkiem jest tu premiera, na której film kasowy o bohaterze narodowym zostaje zastąpiony amatorskim nagraniem o głębszym przesłaniu. Podobnie w Django Unchained widzimy bohaterów świadomych odgrywania konkretnych roli, a Schultz przecież wprost stwierdza, że jego praca wymaga zabawy w aktora.

Fredrick Zoller to człowiek, który staje się "artystą", czyli pierwszoplanowym aktorem, ponieważ udało mu się zabić kilkuset ludzi i Goebbels postanowił uczynić go gwiazdą. W universum Tarantino do wszystkiego dochodzi się zbrodnią.

Fredrick Zoller to człowiek, który staje się “artystą”, czyli pierwszoplanowym aktorem, ponieważ udało mu się zabić kilkuset ludzi, a Goebbels postanowił uczynić go gwiazdą. W uniwersum Tarantino do wszystkiego dochodzi się zbrodnią.

Generalnie wiele jest tu odniesień do sztuki, a niemalże każda postać postrzega siebie jako artystów właśnie: w gabinecie Hitlera podczas narady malowany jest monumentalny obraz na jego cześć, Raine porównuje ćwiczenie wycinania swastyk na czołach ofiar do gry w Carnegie Hall (niezwykle popularna sala koncertowa w centrum Nowego Jorku) czy nawiązuje do kreskówki Eliza on the Ice (1944). Widać także nawiązania do innych gatunków: przykładowo wspomniany Hugo Stiglitz zostaje przedstawiony widzowi za pośrednictwem krótkiej wstawki stworzonej w konwencji kroniki filmowej, co podkreśla jak “wyjątkowym” jest przypadkiem.

Inglourious Basterds (podobnie jak Django Unchained) powiela także wszystkie możliwe stereotypy związane z narodowościami czy obyczajami, jak choćby ten dotyczący postrzegania typowej, „niemieckiej baby”. Kobieta pokaźnych rozmiarów jako pierwsza wyciąga pistolet podczas strzelaniny w piwnicy, zanim zdąży to zrobić którykolwiek z mężczyzn (a wszyscy oni są przecież żołnierzami) – a wcześniej, gdy jeden z jej towarzyszy zachowywał się nieprzyzwoicie, zaprezentowała z dumą, że jest silniejsza od niego. Włosi muszą kojarzyć się z niezdarnymi fircykami (nawet jeżeli nie są prawdziwymi Włochami), a Anglicy są dość powolnymi oraz posługujący się specyficznym, opisowym językiem arystokratami, omawiającymi plany przy szklaneczce whiskey.

Również w obydwu filmach empatia pokazana jest jako słabość. Po wspomnianej strzelaninie okazuje się, że jedynym z Niemców, którzy pozostali przy życiu, jest ten świętujący narodziny syna. Składa on broń i porzuca swój karabin MP 40 z nadzieją, że jeszcze go zobaczy, a w zamian zostaje natychmiast zastrzelony. Również Shosanna ginie, gdy w akcie współczucia pochyla się nad rannym Zollerem, za co zostaje również zabita (a sam Fredrick też przecież stał się ofiarą dobreogo uczucia – miłości). W Django Schultz ginie, bo w poczuciu przyjacielskiej więzi postanawia pomóc tytułowemu bohaterowi w odzyskaniu żony.

Inną analogią pmiędzy dziełami jest motyw drobnostki komplikującej w dosłownie ostatniej chwili niemalże zażegnany konflikt, co prowadzi do krwawej strzelaniny. Tak oto wiele osób musi ginąć tylko dlatego, że jeden z bohaterów zamawia trzy porcje alkoholu ruchem palców wskazującego, środkowego oraz serdecznego czy dlatego, że Schultz zmuszany jest do uścisku na pożegnanie. W obydwu sytuacjach drobnostką ową jest ledwie gest dłoni, a pomimo to prowadzi ona do zburzenia całego logicznego ciągu przyczynowo-skutkowego. Wiele osób postrzega to jako pójście na łatwiznę, choć obrońcy reżysera uznają, że to element zabawy konwencjami. Obydwie teorie dają się bronić, więc o rozstrzygnięcie ciężko.

Owa zabawa konwencją jest wszak uniwersalną tarczą, która pozwala Tarantino na niemalże wszystko. W swojej żonglerce narracją czy wątkami może dokonywać niemalże dowolnych akcji ze względu na to, że zdążył już zyskać sławę nietypowego reżysera mieszającego wszystko w jednym garnku postmodernistycznego filmu. Quentin chętnie wykorzystuje tę sławę tworząc coraz to bardziej absurdalne konstrukcje, a dokonuje tego wprowadzając do swoich dzieł asynchroniczność. Tak oto ma prawo w Inglourious Basterds zabić Hitlera czy w Django wprowadzić nie wynalziony jeszcze dynamit. Pojawiają się także krocie nierealnych przedmiotów, jak kufle w kształcie buta czy kielichy z kokosów. Sukces Tarantino polega na tym, że żaden poważny i szanujący się krytyk nie będzie wmawiał, że są to błędy w sztuce. Fani z kolei widząc owe dziwne elementy, zaczynają szukać nawiązań do innych filmów.

Bohaterowie w filmach Tarantino jawnie czerpią przyjemność z zabijania. Powyżej: Eli Roth jako Donny Donowitz. Ciekawostka: Eli reżyserował odtwarzany podczas pokazu w kinie Shosanny film "Nation's Pride" z Zollerem w roli głównej.

Bohaterowie w filmach Tarantino jawnie czerpią przyjemność z zabijania. Powyżej: Eli Roth jako Donny Donowitz. Ciekawostka: Eli reżyserował odtwarzany podczas pokazu w kinie Shosanny film “Nation’s Pride” z Zollerem w roli głównej.

To samo z resztą można zauważyć w kwestii ścieżki dźwiękowej: u Tarantino nigdy nie stanowi ona spójnej składanki wyprofilowanej pod kątem jednego gatunku – tutaj rap może z powodzeniem towarzyszyć muzyce klasycznej, utwory Bowiego mogą pojawiać się na przemian ze ścieżkami Morricone. Nikogo specjalnie to nie dziwi.

Podsumowując: na najbardziej podstawowej płaszczyźnie obydwa filmy czerpią mocno z tradycji exploitation movie. Inglourious Basterds reprezentuje podgatunek nazi exploitation, który z oczywistych względów – pod wpływem zachodniej propagandy – stał się popularny już w latach czterdziestych. Django Unchained to natomiast reprezentant odłamu blaxploitation, opowiadającego zwykle o prześladowaniu Murzynów, popularność zyskującego od czasu wzrostu ich praw w USA, czyli wraz z nadejściem lat siedemdziesiątych. W obydwu przypadkach sytuację ratuje „dobry” wybawiciel, którego metody są jednak jeszcze bardziej wyrachowane niż te stosowane przez „złych” oprawców.

Inglourious Basterds - Quentin Tarantino - Christoph Waltz as Hans Landa

W związku z tym bardzo silnie obecne są tu motywy bezsensownej przemocy, do której bohaterowie uciekają się pod byle pretekstem, zarówno prześladowani, jak i prześladujący. Nie wszystkim znęcanie się tego typu musi się podobać: wrażliwszy widz może być zniesmaczony, ale z kolei może on odnaleźć drugie dno i zacząć się zastanawiać, kto jest bardziej nieludzki – atakujący czy broniący się. W rzeczywistości jednak wielu fanów kina sensacyjnego nie zwraca szczególnej uwagi na ten przesadny rozlew krwi. Ci odbiorcy zwykle widzą w tym wszystkim jedynie dobrą zabawę. Każdy otrzymuje coś interesującego.

Wiele analogii pomiędzy filmami można znaleźć jednak również na poziomie szczegółu: obydwie fabuły przypominają Dobrą Nowinę i posiadają bohaterów odgrywających w niej konkretne role (np. Calvin Candie jest ciemiężycielem podobnym do Hansa Landy), a w finale dochodzi do ostatecznego pokonania „zła” po wielkiej, finałowej strzelaninie.

Ponieważ obydwa filmy odniosły wielkie sukcesy pod względem finansowym, należy się spodziewać, że również kolejne dzieło reżysera będzie miało bardzo podobny charakter. Wszak nie należy zmieniać tego, co jest sprawdzone i skuteczne, bo lepsze bywa wrogiem dobrego. Należy spodziewać się bardziej spokojnej ewolucji niż rewolucji.

Jednocześnie pomimo wszystkich zależności, nie należy postrzegać Django jako czegoś odwtórczego. Tarantino stworzył własny styl i póki jego forma jest wciąż świeża, ma on prawo się nim rozkoszować.

 

Moja subiektywna ocena: 5/5.

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Post Navigation