MAINSTREAM CULTURE DUBRAWSKI BLOG

(2012) Django Unchained – Analiza

Na pierwszy rzut oka Django Unchained jest filmem o łowcach nagród, którzy przemierzają nieprzyjazne, południowe stany znajdujące się w obszarze tzw. pasa biblijnego, gdzie spotykają się oni z dużymi problemami ze względu na kolor skóry jednego z nich. Jednak, jak zwykle w filmach Tarantino, banalna fabuła jest tylko pretekstem, który pozwala na przemycanie zupełnie innych treści, co daje w efekcie interesującą, dwupoziomową komunikację z widzem.

Film Django Unchained jest dość odtwórczy, jeżeli popatrzeć całościowo na filmografię Tarantino. Bardziej stanowi rozwinięcie stylu, który wykreował on tworząc Inglourious Basterds (2009), niż próbę stworzenia czegoś nowego. Nie ma w tym jednak niczego złego, jeżeli wziąć pod uwagę sukces owego tytułu, a wręcz przeciwnie –  pod wieloma względami jest bardzo interesująco.

Oczywiście nie mam na myśli tego, że Tarantino powtarza się, choć tworzy kolejny film udający rekonstrukcję historyczną, fabułę umieszczając w czasach poprzedzających wojnę secesyjną. Pojawiają się tu motywy czy schematy, które opracował on już wcześniej. Przykładem jest kreacja postaci doktora Schultza (Christoph Waltz), która jest niemalże identyczna jak we wspomnianych Inglourious Basterds, a co za tym idzie, przewidywalna. Także budowanie fabuły wkoło kontrowersyjnego tematu (tu rasizm, wcześniej nazizm) wydaje się już teraz dobrze zaplanowaną, sprawdzoną strategią. Tradycyjnie zawarto również wątek, w którym Tarantino gra postać kończącą swój żywot w sposób tragiczny.

Dodatkowo odnotować można kilka odniesień do klasycznych pozycji: broń wysuwana po szynie z rękawa (Taxi Driver, 1976), ubiór Django rodem z Bonanzy czy futro, które ma na sobie Schultz, podczas gdy Django trenuje (odniesienie do śnieżnego westernu The Great Silence z 1968).

Motyw pistoletu wyjeżdżającego z rękawa zapożyczony został z filmu Taxi Driver (1976), gdzie pojawia się on w towarzystwie słynnej sceny ze zwrotem: You talking to me?

Motyw pistoletu wyjeżdżającego z rękawa zapożyczony został z filmu Taxi Driver (1976), gdzie pojawia się on po raz pierwszy w towarzystwie słynnej sceny ze zwrotem: “You talking to me?”

Kostiumy grają w Django Unchained bardzo ważną rolę, momentami wręcz symboliczną – elementem świata przedstawionego jest wszechobecny rasizm, a Django staje się równym białym ludziom, gdy zakłada płaszcz swojego właściciela. Do tego każdy kolejny strój pokazuje rozwój postaci.

Z Inglourious Basterd zapożyczone zostało również specyficzne poczucie humoru związane ze strefą językową postaci (niestety, polskie napisy w wersji kinowej skutecznie zabijają przekaz na tej płaszczyźnie). Schultz zdobywa zatem przewagę sytuacyjną nad swoimi przeciwnikami wprowadzając do rozmowy nietypowe wyrazy ze słownika człowieka wykształconego lub udowadniając swoją erudycję poprzez obcojęzyczne wtręty (podobnie robią inni „groźni” bohaterowie, czyli choćby Calvin Candie grany przez DiCaprio). Niewykształceni interlokutorzy najczęściej jednak nie wiedzą, czy doktor ich obraża, czy chce zabić (podczas gdy w rzeczywistości zwykle ich komplementuje lub proponuje bardzo korzystne układy). Dochodzi do zderzenia różnych światów: wykształconego oraz ciemnego.

Cameo: Wiele inspiracji Tarantino znalazł w filmie Django z 1966 roku. Gdy bohater grany przez Jamie'ego Foxxa literuje swoje imię tajemniczemu nieznajomemu, dodaje na koniec, że "d" jest nieme i nie powinno być wymawiane. Mężczyzna odpowiada "I know." Jest nim Franco Nero, który grał główną rolę w wersji z 1966 roku. W innym, japońskim filmie stworzonym na podstawie fascynacji tą produkcją, Sukiyaki Western Django (2007), jedną z postaci gra również sam Quentin Tarantino.

Cameo: Wiele inspiracji Tarantino znalazł w filmie Django z 1966 roku. Gdy bohater grany przez Jamie’ego Foxxa literuje swoje imię tajemniczemu nieznajomemu, dodaje na koniec, że “d” jest nieme i nie powinno być wymawiane. Mężczyzna odpowiada “I know.” Jest nim Franco Nero, który grał główną rolę w wersji z 1966 roku. W innym, japońskim filmie stworzonym w wyniku fascynacji tą produkcją, Sukiyaki Western Django (2007), jedną z postaci gra również sam Quentin Tarantino.

Wątkiem dotyczącym kontrastu zahaczam o sedno fabuły filmu. Dla odbiorcy, który szuka rozrywki będzie to typowy spaghetti western, ale z tą różnicą, że tu mamy do czynienia ze świetnym zaadaptowaniem starego formatu do potrzeb współczesnego odbiorcy, zgodnie z nowoczesnymi zasadami sztuki filmowej.

Jednak odbiorca szukający czegoś więcej również nie zostanie zawiedziony, bo w rzeczywistości Django Unchained nie jest filmem o płatnych zabójcach, ale o dwóch różnych światach: mentalnego zaścianka oraz nowoczesności.

Schultz, człowiek wierzący w samorozwój i bezwzględnie dążący do realizowania swoich celów jest wyrachowany, ale szanuje otaczających go ludzi, traktuje ich na równi, nie zabija tych uczciwych, stara się pomagać innym oraz działa zgodnie z prawem. Zostaje zderzony ze światem amerykanskiego Głębokiego Południa lat sześćdziesiątych XIX wieku, gdzie mężczyzna z biblią w dłoni przymierza się do biczowania kobiet, a kolor skóry Django sprawia, że z automatu negowane jest jego podstawowe prawo do życia. Negacji tej dokonują nie tylko jednostki, ale także mające masowe poparcie organizacje dające podstawę do późniejszego powstania Ku Klux Klanu. Również niewolnicy nie są przesadnie rozgarnięci: nie stawiają oporu, nie walczą, nie uciekają z otwartej klatki po tym, jak giną zniewalający ich od lat oprawcy.

Jednak nie jest to apoteoza świadomego oraz wykształconego Schultza. Pomimo że funkcjonuje jako urzędnik państwowy, to jednak został on osadzony w filmie w roli mordercy. Potrafi rozprawiać się ze swoimi ofiarami na zimno i nie wzdrygnie się przed zabiciem poszukiwanego listem gończym człowieka, nawet jeżeli akurat w momencie wyroku pechowiec jest w towarzystwie kilkuletniego syna, który ma zostać osierocony. Swój zawód określa słowami: I kill people and sell corpses for cash. Gdyby chodziło wyłącznie o krytykę ludzi o mentalności zaściankowej, Waltz dostałby rolę prawdziwego dentysty, który nigdzie nie znalazłby klientów chcących leczyć swoje zęby w towarzystwie czarnoskórego pomocnika.

Jednak gra zabójcę, bo osią kompozycyjną jest zderzenie ze sobą dwóch światów i obdarcie z mitów obydwu. Ludzie nieświadomi, dążący donikąd zostają przeciwstawieni tym, którzy zrobią wszystko, by osiągnąć sukces. W połowie filmu widz zaczyna się zastanawiać kto jest tym złym, a co za tym idzie: kto musi zginąć? I dopiero na koniec okazuje się, że w całym tym szaleństwie jest trzecia droga. Obydwie postawy wydają się jednak zabawne, co sprawia, że dzieło jest pomimo wszystko otwarte na subiektywne interpretacje, a co za tym idzie – ponadczasowe.

Na tym właśnie polega magia kina Tarantino – potrafi on swoimi dziełami tworzyć sztukę, która przemawia do dwóch zupełnie odmiennych grup docelowych, co w połączeniu z kreatywnym podejściem do kwestii żonglowania wypracowanymi przez pokolenia konwencjami daje niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju styl mający fanów na całym świecie. Jeżeli ktoś szuka krwi i igrzysk znajdzie. Jeżeli ktoś lubi pogłówkować, też może.

Żonglerka ta tyczy się także zabawy w karykaturowanie stereotypów, które pojawia się na niemalże każdym kroku. Najbardziej zacofanym stanem w filmie musi być oczywiście Texas. Schultz jest Niemcem, więc musi zabijać z zimną krwią (szczególnie, że Waltz grał wcześniej nazistę), a po tym, gdy Django nawiązuje z nim współpracę, następuje sekwencja scen nawiązująca do tradycji kina gejowskiego, z nastrojową balladą Jima Croce I Got A Name w tle.

Asynchroniczność. Przez cały czas niemalże na ekranie pojawiają się przedmioty, które wzbudzają podejrzenia widza. Są nimi kokosy, okulary przeciwsłoneczne zaprojektowane zgodnie ze współczesnymi trendami, elementy wystroju (jak np. podobizna Nefertiti u Candiego; wówczas nie znano jeszcze jej wyglądu) czy choćby dynamit, który nosi postać grana przez Tarantino pod koniec filmu (akcja toczy się w 1858, dynamit wynaleziono dopiero później, w 1967). Bohaterowie używają także broni, których jeszcze nie skonstruowano. Nieścisłości tego typu podkreślają, że w filmach Quentina nie ma najmniejszego sensu doszukiwanie się realizmu.

Asynchroniczność. Przez cały czas niemalże na ekranie pojawiają się przedmioty, które wzbudzają podejrzenia widza. Są nimi kokosy, okulary przeciwsłoneczne zaprojektowane zgodnie ze współczesnymi trendami, elementy wystroju wnętrz (jak np. podobizna Nefertiti u Candiego; wówczas nie znano jeszcze jej wyglądu) czy choćby dynamit, który nosi postać grana przez Tarantino pod koniec filmu (akcja toczy się w 1858, dynamit wynaleziono dopiero później, w 1867). Bohaterowie używają także broni, których jeszcze nie skonstruowano. Nieścisłości tego typu podkreślają, że w filmach Quentina nie ma najmniejszego sensu doszukiwanie się realizmu.

Ścieżka dźwiękowa również jest bardzo podobna do wyrobionego standardu Tarantino, choć jest bardziej zróżnicowana niż w poprzednich filmach i gatunkowo posiada w swoim zakresie zarówno utwory sześćdziesięcioletnie, jak klasykę czy agresywny rap.

Podsumowując: Rewelacyjnie zagrany (bardzo przekonujące role Waltza, Foxxa, DiCaprio czy Jacksona; ciekawy motyw teatru w teatrze), choć zabrakło wyrazistej postaci kobiecej. Świetnie nakręcony, zmontowany dobrze (oczywiście drobne błędy pojawiają się zawsze – przykładowo Django wywraca razem z koniem człowieka, który drwił z niego w towarzystwie Candie’ego; sekundę później, w kolejnym ujęciu, koń przygniatający mężczyznę znika; inny przykład: Candie kładzie na stoliku papiery pod talerzem z białym ciastem, w kolejnym ujęciu przemieszczają się one i leżą obok, a dopiero potem znów wracają pod talerz). Film prawdopodobnie ciut za długi, pomimo rewelacyjnego scenariusza, a wrażliwsi uznają za zbyt krwawy. Pomimo to w Django Unchained, jak już wspominałem, niemalże każdy może znaleźć coś dla siebie, jeżeli tylko potrafi popatrzeć na przyjętą konwencję z lekkim dystansem. Zakończę analizę słowami Calvina Candie: Gentlemen, you had my curiosity. Now you have my attention – realizując Inglourious Basterds Tarantino stworzył nowy styl, co zainteresowało mnie oraz wielu fanów. Po Django Unchained jestem już w pełni do tego stylu przekonany.

 

Moja subiektywna ocena: 4.5/5

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Post Navigation