MAINSTREAM CULTURE DUBRAWSKI BLOG

(2013) Blue Jasmine – Analiza

Jednym z najbardziej zasłużonych Oscarów 2013 roku jest statuetka za pierwszoplanową rolę kobiecą w Blue Jasmine. Otrzymała ją Cate Blanchett, która rewelacyjnie wcieliła się w postać tytułową. Nawet gdy ktoś nie przepada za filmami Woody’ego Allena, ale lubi dramaty wiernie odzwierciedlające wielopoziomowość ludzkiej psychiki oraz skomplikowanie trudnych, życiowych sytuacji, to powinien zainteresować się tą pozycją.

Wiele filmów Allena ma bardzo zbliżone fabuły: widz poznaje w nich grupę pozornie niezależnych postaci, które żyją w zupełnie innych światach, na pierwszy rzut okach niepowiązanych ze sobą. Następnie zderza on niedopasowanych charakterologicznie bohaterów, wikłając zupełnie odmienne charaktery we wspólne intrygi. Najczęściej są to perypetie miłosne, przez co dla wielu filmy te są kojarzone niemalże wyłącznie z prostymi komediami romantycznymi.

Efektem jest jednak przedstawienie opozycji: przeciwstawnych typów podejścia do świata, z których w pierwszym odruchu oglądający się śmieje. Po chwili zastanowienia się widz zdaje sobie jednak sprawę, że są to realne, dobrze odwzorowane problemy czy sytuacje życiowe i w zasadzie przytrafiają się każdemu z nas. Co więcej, kiedy to nam się przydarzają, to mamy wrażenie, że ich charakter jest wielce dramatyczny, a nie komediowy.

Po namieszaniu w tyglu, wywróceniu kilkukrotnie wszystkich postaci na lewą stronę i z powrotem przywróceniu ich do rozsądku, Allen zamyka film najczęściej w sposób otwarty: nie ma szczęśliwych czy nieszczęśliwych zakończeń. Zwykle nie wiadomo, co dalej stanie się z bohaterami, jak dalej będą się realizować, które osiągną cele, czy w wypadku miłosnych igraszek „kto z kim się zejdzie”. Życie toczy się dalej i nie ma wielkich finałów.

Podobny schemat pojawiał się już w pierwszych produkcjach reżysera z lat ’60, choćby w jego pierwszym filmie pełnometrażowym What’s New, Pussycat (Co słychać, koteczku? z 1965 r.) i jest przez niego wykorzystywany do dziś.

Woody Allen tuż przed rozpoczęciem pokazu premierowego “Blue Jasmine” w Paryżu.

O ile w wielu filmach Woody Allen jest odtwórczy w stosunku do tej wypracowanej techniki, o tyle Blue Jasmine jest ciekawym jej urozmaiceniem. Film opowiada o skrajnej egoistce, która wyszła za mąż za bogatego biznesmena i zostawała z nim dla własnego komfortu. Pieniądze i luksusowe życie były ważniejsze od wierności, więc nie przeszkadzały jej zdrada i inne nieetyczne działania wybranka.

Wielu z nas ma znajomych, którzy odzywają się tylko i wyłącznie, żeby coś załatwić, bo akurat czegoś chcą. Wtedy potrafią być mili oraz uprzejmi. Kiedy jednak niczego nie potrzebują, mają pogardliwe nastawienie. Taką osobą jest Jasmine. Dopiero gdy jej mąż zostaje zatrzymany, a cały jego majątek skonfiskowany, otwiera ona szeroką książkę kontaktów, by odnowić znajomości, próbując odzyskać wysoki status społeczny.

Jednak nie ma na horyzoncie nikogo, kto byłby prawdziwym, zaufanym przyjacielem, więc stopniowo, na przestrzeni filmu coraz więcej osób się od niej odwraca, co prowadzi do upadku i poniżenia. Dla własnego, egoistycznego dobra Jasmine jest gotowa zrobić wszystko, więc nie czując uczucia wstydu kieruje swoje prośby o wsparcie nawet do osób, które w przeszłości zdradziła.

Jasmine (Cate Blanchett) wszystkich traktuje z pogardą, bez przerwy krytykując każdego, kto nie jest jej akurat w danym momencie potrzebny.

Prowadzi to do wspomnianego zderzenia różnych światów, bo o pomoc materialną pyta ona nawet swoją bardzo biedną siostrę, na co dzień kasjerkę w hipermarkecie (zachodząc do niej z bardzo drogimi walizkami Louis Vuitton).

Tak oto tradycyjna konwencja Allena zamiast krzyżować bohaterów w relacjach miłosnych, ukazuje ich stosunki na stopie koleżeńskiej, atakując płytkość rozrośniętych towarzystw wyższych sfer, hipokryzję ludzi bogatych oraz pustkę ich życia.

Widz stopniowo więcej dowiaduje się o przeszłości bohaterki, co z kolei prowadzi do narastającego poczucia obrzydzenia w stosunku do niej, ale też jest świetnym studium przypadku charakteru impulsywnego, pełnego zachcianek, które nagle przestały być zaspokajane.

Film świetnie zgrany został przez wszystkich, świetnie prezentują się także odtwórcy ról drugoplanowych. Tutaj Sally Hawkins jako Ginger, siostra Jasmine (nominacja do Oscara za rolę drugoplanową) wraz z mężem (Andrew Dice Clay).

Dzięki dobremu, niehollywoodzkiemu zakończeniu po seansie autentycznie można docenić wartości, jakimi są przyjaźń czy zaufanie pozostające bez względu na to, czy ktoś wypadł z obiegu lub przestał być mile widziany w towarzystwie w wyniku nagłego obrotu spraw. Produkcja jest też świetną krytyką wygodnictwa oraz instrumentalnego podejścia do otaczających nas ludzi.

Zdecydowanie polecam.

Moja subiektywna ocena: 4.5/5.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Post Navigation