MAINSTREAM CULTURE DUBRAWSKI BLOG

(2013) The Lunchbox / Smak Curry – Analiza

W 2008 roku dość dużą sławę zyskał dokument Dabbawala  – The Lunchbox Miracle. Opowiadał on o hinduskich dostarczycielach lunchu: żony gotują posiłki w domach, a oni odbierają i dowożą do biur, od ręki do ręki. Wydaje się to proste, ale cud polega na tym, że nawet w wielomilionowym Bombaju usługi tego typu potrafią działać perfekcyjnie: dania mimo odległości, korków czy zamieszania trafiają zawsze do właściwych adresatów, a często nawet jeszcze ciepłe. Pięć lat później ktoś wpadł na pomysł, by stworzyć pełnometrażowy film wkoło tej tematyki i tak powstał Smak Curry. Patrząc w kontekście niektórych słabszych tegorocznych nominacji aż szkoda, że nie załapał się do oscarowego wyścigu.

Pierwsze, co daje do myślenia po wpisaniu nazwy filmu do Google, to wyniki sugerujące, iż jest to hinduska komedia romantyczna, co nasuwa raczej nieprzyjemne skojarzenie z Bollywood niższych lotów. Faktycznie, fabuła oparta jest na koncepcji klasycznego filmu epistolarnego: pewnego dnia okazuje się, że obiady niekochanej przez męża Ili, głównej bohaterki, codziennie trafiają w wyniku pomyłki dabbawali (słowo to oznacza w języku marathi po prostu osobę, która niesie pudełko) do samotnego Saajana Fernandeza, pracownika biurowego. Pomimo, że nigdy się nie widzieli, postanawiają zacząć wysyłać sobie w dostarczanych i odwożonych puszkach listy, chowając zapiski pomiędzy plackami naan (hinduski odpowiednik chleba).

Irrfan Khan jako Saajan Fernandes, który omyłkowo dostaje nieswoje obiady. Zostawiając wiadomość w zwracanym pudełku kontaktuje się z nieznaną mu Ilą.

Irrfan Khan jako Saajan Fernandes, który omyłkowo dostaje nieswoje obiady. Zostawiając wiadomość w zwracanym pudełku kontaktuje się z nieznaną mu Ilą.

Powyższe może nie zachęcać, ale warto wziąć pod uwagę, iż de facto nie jest to produkcja z Indii sensu stricto, ale twór hindusko-francuski, realizowany przy współpracy z instytucjami niemieckimi oraz amerykańskimi. Oznacza to, że fabuła przeszła przez filtr dostosowujący treść do widza zachodniego, przekazując ją zgodnie z naszymi normami kulturowymi, jedynie osadzając akcję w Bombaju oraz wplatając do niej mnóstwo elementów orientalnych. W efekcie powstaje ciekawy twór, swoim spokojnym tonem narracji przypominający nieco Życie Pi, ale też oddający jakże odmiennego ducha dalekiego, spokojnego Wschodu.

Ułatwia to nieco odbiór filmu, który pomimo wprowadzania na początku wielu bardzo zabawnych, sytuacyjnych elementów komicznych (zrzędliwej ciotki czy bezczelnego Shaikha), staje się później bardzo poważnym i głębokim dziełem świetnie oddającym zawiłości psychiki ludzi samotnych lub nieszczęśliwych, obojętnych na otaczający świat, pogodzonych z codziennością, ale gdzieś w głębi szukających odmiany oraz akceptacji.

Właśnie dlatego chciałbym polecić obejrzenie Smaku Curry, bo nie jest to kolejny płytki film, gdzie słaba fabuła podparta jest miłosną perypetią, ale produkcja usiłująca coś przekazać, zmobilizować do chwili zadumy. Szczególnie w kontekście niejednoznacznego zakończenia (nie zamierzam go zdradzać) podkreślającego pewien problem tłumienia emocji, zwlekania z konkretną decyzją.

Nawazuddin Siddiqui, znana w Indiach z wielu filmów gwiazda Bollywood, jako Shaikh (po lewej).

Nawazuddin Siddiqui (znana w Indiach z wielu filmów gwiazda Bollywood) jako Shaikh (po lewej).

Oczywiście nie ma tu niczego nowego: ogólny schemat znajomości zawartej przez pomyłkę, rozwijanej listownie, jest stary jak świat. Mimo to The Lunchbox to całkiem przyjemna odskocznia od dynamicznego, efekciarskiego kina amerykańskiego, która może pokazać pewne różnice kulturowe (chociaż uboga rzeczywistość zacofanych regionów Indii czasem przytłaczająco przypomina polską), a także przybliżyć nieco styl bycia tamtejszych ludzi, choć dla mnie akurat tu też zabrakło nieco większej ilości zderzeń światów (ale to pewnie dlatego, że poznałem wiele osób z Indii pracując w Manchesterze, Liverpoolu i Londynie, więc nie postrzegałem wielu elementów jako egzotycznych; większą trudność miałem chyba jedynie z ocenieniem w jakim stopniu atrakcyjni są bohaterowie fizycznie według tamtejszych standardów). Ogólnie odniosłem wrażenie, że historia przekazana została z dużą dozą realizmu, a dla mnie to także niezwykle ważny czynnik.

Warto dodać, że sens jest oglądać film tylko i wyłącznie w kinie: ma on specyficzny charakter narracyjny, w który bardzo ciężko będzie się wczuć na laptopie, gdzie co chwilę ktoś będzie przerywał wiadomością na Facebooku lub przychodząc z pokoju obok. Kluczem do przyswojenia przesłania jest tu wczucie się w psychikę bohaterów, empatia. Najlepiej zatem wybrać się ze swoją drugą połową.

Moja subiektywna ocena filmu: 3.5/5

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Post Navigation