MAINSTREAM CULTURE DUBRAWSKI BLOG

4 najdziwniejsze utwory legend rocka oraz ich historie

Bardzo często postrzegamy zespoły z klasyki rocka bardzo prostymi schematami: Black Sabbath – ciężki metal, The Rolling Stones – „darcie ryja”, The Beatles – pioseneczki o miłości, Pink Floyd – ambitny rock progresywny. Tymczasem każda z tych grup ma na koncie bardzo, bardzo dziwne eksperymenty.

Oczywiście dziwnych utworów dla wybranych zespołów jest mnóstwo, ale wybieram cztery najbardziej jaskrawe przykłady. Pomimo takiego ograniczenia należy pamiętać, że spektrum artystycznych dziwactw wybranych artystów było znacznie szersze. Stonesi też grali np. country i reggae, a Black Sabbath ballady miłosne.

 

1. Pink Floyd – Seamus

Wersja studyjna: http://www.izlesene.com/video/pink-floyd-seamus/6826677

Pink Floyd to bardzo ciekawa grupa, jedna z nielicznych, które zaczynając od tworzenia typowego, psychodelicznego rocka przeformowały się wraz z słabnięciem ruchu hipisowskiego na tyle sprawnie, by utrzymać się w nurcie popularnym wydając topowe single (sztuka ta nie udała się nawet The Beatles). Wynikało to z niezwykłej kreatywności członków kapeli zarzucających odbiorców coraz ciekawszymi pomysłami prowadzącymi w końcu do rozwinięcia własnego stylu opierającego się na albumach koncepcyjnych. Seamus to jednak raczej ironia niż próba innowacji: jak pisał w swojej książce perkusista Nick Mason, Seamus to imię psa, którym opiekował się akurat David Gilmour (gitara i śpiew). Pies wył za każdym razem, gdy słyszał muzykę, więc zapadła decyzja, żeby wykorzystać to w parodii zawodzenia znanego z bluesowych kawałków. Utwór nie tylko pojawił się w albumie studyjnym Meddle (1971), ale nawet był grany na koncertach.

 

2. Black Sabbath – FX

 

Nie do końca można to nazwać „utworem”. Rzekomo w czasach sesji nagraniowej związanej z albumem Black Sabbath Vol. 4 (1972) każdy z członków grupy był skrajnie uzależniony od narkotyków. Istnieje wiele sprzecznych teorii na temat tego, jak powstał utwór FX. Jedna z nich głosi, iż główny gitarzysta zespołu, zawsze noszący duży krzyż zawieszony na łańcuchu, Tony Iommi, pewnego majowego dnia został po godzinach w studiu. Podobno był tak bardzo odurzony, że nie wiedząc, co się dzieje, zaczął uderzać owym krzyżem w struny gitary, próbując zbadać nowy, świeżo odkryty efekt dźwiękowy (stąd nazwa “FX”, pochodząca z technicznego języka, oznaczająca efekt specjalny, np. muzyczny). Legenda głosi, że tego dnia Iommi został znaleziony w studio na podłodze, z pianą w ustach od przedawkowania, a życie uratowała mu tylko szybka pomoc lekarska. Członkowie Black Sabbath za czasów Ozzy’ego mieli jednak bardzo specyficzne poczucie humoru oraz duży dystans do życia, więc postanowiono wydać ten dziwny twór wraz z albumem „na pamiątkę” zajścia. Czy tak było rzeczywiście? Ciężko powiedzieć, Iommi w swojej książce oczywiście zaprzecza, podając inną wersję – sugeruje, że “FX” było owocem zbiorowej zabawy, choć potwierdza, że zażywano wtedy nielegalne substancje w niemałych ilościach. Jedno jest pewne: Black Sabbath Vol. 4 to niestety jeden z najsilniej inspirowanych narkotykami albumów w historii mainstreamowego rocka, czego najlepszym przykładem jest choćby kawałek Snowblind, jawnie nawiązujący do wciągania kokainy.

 

3. The Beatles – Lucy in the Sky with Diamonds

 

Psychodeliczną przygodę zaliczyli także Beatlesi, czego apogeum był pełen sukcesów album Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band (1967) z okresu szczytu rewolucji seksualnej. Znajduje się na nim wiele specyficznych piosenek, ale najdziwniejszą fantazją Lennona jest tu zdecydowanie Lucy in the Sky with Diamonds, zachęcający do wyobrażania sobie celofanowych kwiatów oraz plastikowych portierów ze szklanymi krawatami. Uważacie, że The Beatles nie mieli nigdy niczego wspólnego z narkotykami? Jeżeli tak, to pewnie za przypadek uznacie również fakt, że po zabraniu z tytułu tego utworu przyimków i przedimka pozostają tylko trzy rzeczowniki (Lucy, Sky, Diamonds), których pierwsze litery tworzą skrót „LSD”…

 

4. The Rolling Stones – In Antoher Land

 

Stonesi, zainspirowani eksperymentami The Beatles, nagrali równocześnie jeszcze mroczniejszy album, Their Satanic Majesties Request (1967). W czasie sesji nagraniowej wszystko wymykało się spod kontroli i w pewnym momencie nikt nie miał siły nawet na podjęcie się wokalu. W ten oto sposób powstał jedyny utwór w historii zespołu, gdzie kompozycją i śpiewem zajął się ktoś inny niż Jagger lub Richards. Autorem In Antoher Land jest Bill Wyman, basista grupy. Utwór (z sekcją rytmiczną graną na klawesynie!) opowiada o podróży do krainy, w której człowiek budzi się ze snu codzienności, a wszystko wkoło jest kolorowe… Z tego samego albumu pochodzi She’s a rainbow: znana również w Polsce ballada miłosna opowiadająca o pięknej kobiecie w kolorowych strojach. W kontekście wydania tytułowa tęcza nabiera tu jednak zupełnie innego znaczenia…

 

Jakie jeszcze znacie nietypowe utwory, co polecacie?

 

PS. Grafika główna niniejszego wpisu to okładka wspomnianego albumu Meddle z 1971 roku. Widoczne jest na niej… ucho.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Post Navigation